Stawy Hodowlane

 w prasie
 
 ogloszenia
 

 

 

 

 

 

 

Życie Żyrardowa nr. 41 (2568) z 10 października 2001

Grzegorzewice - ryba plus przyjemność

RAJ DLA WĘDKARZY

   Kilka kilometrów za Mszczonowem przy drodze wiodącej do Tarczyna znajdują się Grzegorzewice. Miejscowość słynie z dwóch zasadniczo rzeczy. Pierwszą atrakcją jest zabytkowy pałac wraz z parkiem, od kilkudziesięciu lat funkcjonujący jako ośrodek wypoczynkowy polskiej adwokatury. Drugą stanowi Ekofarm - gospodarstwo rolno-rybackie, którego właścicielem test od kilku lat Jerzy Dec.

   Gospodarstwo obejmuje powierzchnię 147 hektarów, z czego stawy rybne mają aż 80 hektarów powierzchni lustra wody. Teren ten właściwie można nazwać rezerwatem przyrody. Tutejsze stawy wypełnia bowiem źródlana, bardzo czysta woda z okolicznych źródeł Pisi Gągoliny. Pełno jest też ptactwa rzadko już spotykanego w mazowieckim krajobrazie. Można tutaj spotkać dzikie łabędzie, czarne bociany, a nawet rarytas przyrodniczy - orła bielika, samca i samicę. W okolicznych lasach nie brakuje zwierzyny. Są dziki, wilki i nawet łosie.
W Grzegorzewicach jest 20 stawów rybnych oddzielonych groblą i połączonych systemem nawadniania. To pierwsze sztuczne spiętrzenie Pisi Gągoliny. Następne tworzą Radziejowice, Hamernia i zalew żyrardowski. Łączna długość grobli między stawami w gospodarstwie wynosi ponad 12 kilometrów. Nie brakuje zatem miejsca dla wędkarzy. Oni są dziś głównymi klientami Ekofarmu. Przyjeżdżają żeby odpocząć na łonie natury, zrelaksować się i przy okazji kupić rybę. Za wstęp płaci się 5 złotych, za rybę według wagi i cennika. W sezonie tygodniowo do gospodarstwa rolno-rybackiego trafia ponad 300 wędkarzy i każdy wyjeżdża z minimum kilogramem ryby. To obecnie najwięksi odbiorcy Jerzego Deca. Tutaj mają rybę połączoną z przyjemnością jej złowienia. Niektórzy wędkarze przyznają się, że przyjeżdżają realizować zamówienia rodziny lub znajomych na rybę.

Szukanie specjalizacji

   Kiedy przed kilkoma laty Jerzy Dec kupował od Agencji Rynku Rolnego gospodarstwo w Grzegorzewicach, nastawiał się na hodowlę karpia. Wiele pracy i pieniędzy włożył w oczyszczenie stawów i ich uporządkowanie. Tutejsze stawy noszą zresztą bardzo ciekawe nazwy. Kruk sąsiadował z gospodarstwem chłopa Kruka. Pasterski wykopał człowiek o takim nazwisku. Poddębina znajdowała się w sąsiedztwie dębów itp. Nowy właściciel wychodził z założenia, że w im bardziej czystym, naturalnym środowisku ryba żyje, tym jest smaczniejsza. Kontynuowano więc w Grzegorzewicach hodowlę karpia. Czysta woda, piaszczyste dna stawów i karmienie ekologicznym zbożem spowodowały, że tutejsza ryba zdobyła przebojem rynek. Nie na długo jednak, jak się okazało.
Cykl hodowli karpia trwa do 2,5 roku. Dla wyhodowania 50 ton ryby potrzeba 300 ton ziarna. Na jeden kilogram przyrostu karpia trzeba zużyć 5-7 kilogramów zboża. Koszt produkcji klasycznego ważącego około 1,5 kg karpia wahał się w granicach 5,30 - 5,60 zł. Gospodarstwo pracowało tak, aby największy efekt mieć w grudniu przed wigilią, kiedy to Polacy kupują karpia na świąteczny stół. Jakość ryby z Grzegorzewic nie wystarczyła dla klienta. W sezonie przedświątecznym zaczęła się pojawiać na rynkach ryba, po cenach dumpingowych. Ludzie wybierali rybę tańszą. Wtedy dwa lata temu właściciel zdecydował, że połączyć wędkowanie z przemysłową hodowlą i zmieni radykalnie odbiorcę. Nastawił się na odbiorcę całorocznego. Zrobił stronę intemetową i zaczął się ogłaszać. Coraz więcej wędkarzy zaczęło przyjeżdżać do Grzegorzewic

Z myślą o nich wyremontowano budynek Rybakówki, gdzie dziś na dole mieści się bar serwując napoje i smaczne potrawy z ryb. Godne polecenia są szczególnie: karp wędzony, amur w potrawce oraz rosół rybny z kluskami. Wiem co piszę, bo sam próbowałem. Na górze zaś są pomieszczenia, gdzie nawet można wyprawić wielkie przyjęcie przy ogromnych stołach i ławach z olchowego drewna. Początkowo myślano również o bazie noclegowej, ale porzucono pomysł i przeniesiono go do późniejszej realizacji. Klienci bowiem przyjeżdżali i przyjeżdżają na maksymalnie kilka godzin.
Chcą zaczerpnąć pełnego oddechu przyrody, złowić rybę i wrócić do domu, pochwalić się zdobyczą.

Szeroka oferta

   Ta zmiana odbiorcy spowodowała również zmianę w systemie hodowli gospodarstwa. Rybą dominującą pozostał karp, ale do stawów wpuszczono również i inne gatunki poszukiwane przez wędkarzy. W tutejszych wodach jako dodatkowa ryba przyjął się znakomicie lin, szczupak, sandacz, a ostatnio amur, sum i tołpyga. Wpuszczenie drapieżników spowodowało naturalną selekcję i można mówić o pełnej ekologii, czyli zastosowaniu się do praw przyrody. Dziś inne gatunki ryby stanowią w stawach do 30 procent populacji. Każdy, kto przyjeżdża, ma więc ryby do wyboru i koloru.
Klientami chętnymi na zawartość stawów grzegorzewickich nie są tylko gospodarze i ich goście wędkarze. W kalkulacji strat trzeba uwzględniać również kłusowników w ludzkiej skórze oraz kłusowników ptaki. Jerzy Dec mówi, że bardzo uważnie obserwuje ptaki. Kiedy gromadzą się nad jednym ze stawów, to znak, że ryba może być chora. Wbrew powiedzeniu "zdrowy jak ryba" istoty te często chorują, a ptaki potrafią z wyprzedzeniem, po zachowaniu się ryby to zobaczyć. Kiedy ryby są zdrowe, żerują po dnie. Kiedy słabną, albo brak w wodzie tlenu, wypływają na wierzch.

ospodarz potrafi godzinami opowiadać o zachowaniu się ptaków. Umieją one ponoć rozróżnić strzał z broni ostrej od strzału ślepą amunicją i na to ostatnie straszenie nie reagują. Szczególnym kłusownikiem jest czapla. Nawet najedzona potrafi jeszcze łowić ryby i je okaleczać wydziobując albo oko, albo wątrobę. Dlatego obok pielęgnacji bardzo istotną pracą w gospodarstwie jest obserwacja wszystkiego, ca się dookoła dzieje i wyciąganie natychmiastowych wniosków.

Prawdziwa farma

Dziś do Grzegorzewic przyjeżdżają głównie wędkarze. Niektórzy z nich są stałymi gośćmi i szczególnych upodobań ludźmi. Nawet jak przyjadą grupą, to się rozchodzą i wędkują w samotności. Jeden z gości jest szefem dużej firmy. Przyznał, że tutaj na łonie natury i w samotności przychodzą mu najlepsze pomysły biznesowe. Jerzy Dec takiego sygnału nie mógł zbagatelizować. Ponieważ kupił gospodarstwo na raty, musi na nim zarabiać, a to dziś w rolnictwie i hodowli sprawa trudna. Wpadł więc na pomysł, aby nad jednym ze stawów wydzielić działki rekreacyjne z prawem zabudowy i je sprzedać. Wystąpił o podział na duże działki minimum 2000 metrów kwadratowych, aby sąsiad nie zaglądał sąsiadowi do okien. Myśli, że sprawy formalne załatwi do wiosny i już w następnym roku będzie można tutaj
się osiedlać. Pierwsi chętni już się zadeklarowali, bo tak urokliwego i spokojnego miejsca nie ma w całej okolicy i porównywalne warunki można mieć dopiero na Mazurach.



Sama nazwa Ekofarm sugeruje w przyszłości farmę ekologiczną i możliwość zarobkowania na agroturystyce. Do tego gospodarz konsekwentnie się przygotowuje. Ma w swoich stajniach kilka sztuk koni, w tym klaczy i ogierów. Hoduje również bydło rzeźne. Dla mięsa z Grzegorzewic, podobnie jak ryby nie ma konkurencji, bo jałówki i byczki żywią się wspaniałą, soczystą naturalną trawą.
Natomiast walorów tutejszego krajobrazu nie można opisać wiernie, jeśli się nie jest poetą. O każdej porze roku można tutaj znaleźć widoki zapierające dech w piersiach. Gospodarz szczególnie poleca letnie poranki, kiedy przyroda budzi się do życia po nocy. Kto to raz przeżyje, będzie chciał smakować ciągle. Dla skołatanych ludzkich nerwów nie ma lepszego ponoć lekarstwa i to jest dla Grzegorzewic.
argument najważniejszy. Prędzej czy później bezwzględnie i na pewno do wykorzystania.
Skarbem tutejszej ziemi jest bez wątpienia woda. Ze źródeł Pisi Gągoliny do Grzegorzewic płynie ona leśnym parowem przypominającym górski potok. Woda ma znakomite wartości odżywcze i nadaje się do wykorzystania jako woda mineralna. Eksperci sugerowali nawet właścicielowi, aby w gospodarowaniu postawił właśnie na wodę mineralną. Produkcja nie kosztuje dużo, ale marketingowe wykreowanie nowego produktu pochłania miliony złotych, a tych gospodarzowi brak. Pozostaje ryba oraz możliwość obcowania z przyrodą. Posiadanie takiego miejsca w najbliższej okolicy to skarb, z którego trzeba korzystać.

* * *

Nie jest to nasza pierwsza wizyta w Grzegorzewicach. Ostatnim razem byliśmy tutaj przed dwoma laty, kiedy pisaliśmy artykuł o wigilijnym karpiu. Tamten artykuł gospodarz zamieścił na swojej stronie internetowej w formie reklamy. Teraz mamy październik i niebawem przyjdą święta. Gospodarz już zaprasza do siebie po karpia znakomitego smakowo i zdrowego. Należy jego propozycje rozważyć, bo ryba sprowadzana z zagranicy, jaką najczęściej kupujemy na rynku, nie ma certyfikatu i może nawet świecić. Kupimy ją taniej, ale nie znamy pochodzenia. Może więc wybrać swoje sprawdzone, pewne i wyjątkowo smaczne. Kto nie wierzy, niech odwiedzi Grzegorzewice i gościnnego gospodarza. Przy okazji warto posłuchać jego opowieści o żyjących tutaj zwierzętach. Opowiadać umie jak sam Melchior Wańkowicz.

Krzysztof Ptaszyński


Życie Żyrardowa
ukazuje się w Grodzisku, Pruszkowie, Sochaczewie,
Rawie Mazowieckiej, Skierniewicach oraz w Łowiczu.